mblog.pl
ami
...wracam..
2010-07-18 | 20:29:43
autor: amisia | skomentuj (0)

..do tego kawałka świata.. choć tak naprawdę byłam tu cały czas, i to miejsce było we mnie, czasem przed moimi oczami, czasem pod opuszkami palców. było i jest potrzebne. a jednak milczenie, świadome, w pewnym sensie wybrane, a mimo to tak bardzo niechciane..

zabrakło literek pożegnania tutaj. a teraz jesten znów choć bez tych kilku słów wyjaśnienia, o które ja zawsze tak bardzo walczę. wracam. i niełatwo mi.

ciężko znów powoli zbierać myśli, podnosić je z ziemi i wybierać te dobre.
nawet jeśli zostawię za sobą wszystko co było, odłożę na chwilę wspomnienia do szuflady z przeszłością..i nawet jesli spróbuję uchwycić moje chwilowe tu u i teraz w przesypujące się przez palce słowa to ... nawet wtedy wszystko co było, co było miesiąc temu, i dwa tygodnie temu, i wczoraj, będzie się rozpychać w mojej głowie.

piszę listy.. mejle. piszę, piszę.
bo to pisanie jest we mnie, nawet jeśli niewysłane w przestrzeń osobową.. nawet jeśli pozostaje na kartce w szufladzie..

maluję. rysuję.. bo pozostawianie śladów jest we mnie..

robię zdjęcia wywołuje.. chwile.

jest lato. lato zawsze moje. wszystko bardziej, mocniej, intensywniej. skondensowany świat, zagęszczone do granic możliwości życie. nie nadążam za tym, nie obejmuję. śmieję się do chwil, do minut, płaczę ze śmiechu w poduszkę.
tak bardzo jestem.. tak bardzo istnieję...
staję się..



kocham życie.

!


... mmm
2010-07-17 | 02:38:37
autor: amisia | skomentuj (0)

nie pisałam tak długo, że gdy logowałam się do panelu administratora.. bałam się że zapomniałam hasło.. za dużo się dzieje... :p

noc. stara kamienica... (zresztą ta sama od 18 miesięcy..a miałam się nie przywiązywać do miejsc.. taa ) oliwki brie hesperia..

lubię wieczory wypełnione myślami o polnych, krętych drogach... i o obezwładniającym słońcu mocno uderzającym pod powieki..

docieramy do wielkiej polany.. i siadamy na tej łącę.. topimy ciszę wśród dźwięków natury.. przepełnionej życiem owadów kłótniami ptaków.. ucieczkach i uciechach... i potem przed długi moment nie dzieje się nic, moje ramiona stają się tylko coraz bardziej truskawkowe.. bo mam ze sobą truskawki...

ii kot właśnie położył się na moim obrazie olejnym.. kąpiel w terpentynie .. brawo bubu..



i wracam do oliwek i wina..



wprawdzie sama nie palę zbyt często.. zdecydowanie nie modlę się(czy rozmowa z kotem się liczy ? ), a alkoholu o takich późnych porach zazwyczaj unikam.. (usprawiedliwienie.. cii).

dla takich momentów warto znosić chyba ten wieczny niepokój, szarpanie różnych wątpliwości, ciągle wwiercające się w umysł myśli.



boje się chodzić do łazienki albo do kuchni..

mieszkanie z czasem w ciszy w samotności przywołuje dziwne stany ze snów.. wyrwane.



osiągnąwszy wiek (powiedzmyw przybliżeniu.. ) chrystusowy (tak się wydaje co poniektórym ;p ) nie podsumowuję przeszłych lat. tak naprawdę skupiam się na tym co teraz, na moich pragnieniach, na swojej kobiecości..

choć jest jeszcze ciemna strona mnie.. ale o tym ciiii.



i znów dziś obudziłam się zbyt późno.. starając się za wszelką cenę przedłużyć sen, zamykam oczy, przykrywam oczy.. chowam przed światłem ale i tak sen znika... dziś tak realny, tak cudowny i tak nieprawdopodobny. dotykalny.

zamykam teraz oczy i chcę tam wrócić.. chcę...

oszalałam. podświadomość płata mi figle. a ja myślę o moim śnie cały dzień, i dawno już nie czułam takich motyli w żołądku. i skąd w moim śnie taka historia, skąd ta bezpośredniość, skąd ja i skąd te wszystkie szalone odczucia ?



chciałabym by to było realne, wiesz? wiem. wiem. wiem.



dobrej nocy. idę śnić mój sen.

 

...
2010-04-13 | 00:12:22
autor: amisia | skomentuj (2)

myślałam by milczeć, bo co można powiedzieć... małe słowa w obliczu takiego zdarzenia wydają mi się banalne i ułomne.. przypominają jedynie że nasza kruchość i tymczasowość tak bardzo nas zaskakuje...
 
a nam wydaje się, że gdy widzimy kogoś rano, chroni go przed zniknięciem, gwarantuje jego obecność wieczorem.
a może nawet na zawsze..

wiosna :)
2010-03-22 | 17:21:55
autor: amisia | skomentuj (2)

 


i kolejny raz, od poniedziałku zabieram się za siebie, obiecuje sobie krócej spać, spacerować, kupić farbki do roweru żeby go pomalować w kropki.. za moje coponiedziałkowe obiecanki-cacanki. silnej woli za grosz. ale umyłam okna, posprzątałam w kuchni i posprzątałam w szafie.. mało, coś tam ruszyło. 

mam dziś wolne w pracy.. idę wieczorem do kina.. jeszcze nie wiem na co, ale kolega Tomek wie, więc się dowiem niebawem.. tęsknota dzisiaj owinęła się delikatnie wokół mojej szyi, noszę ją jak szalik i jedynie chwilami ściska gardło. za chwilę trampki zaniosą mnie na Rynek, pójdziemy na spacer, może jakąś kawkę, i wreszcie przed dziewiątą wślizgniemy się cicho do ciemnej sali kinowej pachnącej herbatką jaśminową i starym papierem..

 

czy jeśli się bardzo czegoś chce i nie może się tego - póki co - dostać, to czy trzeba zacząć chcieć jeszcze bardziej, czy może raczej mniej, czy może skupić się na czymś innym a tamto pragnienie choć trochę zatrzeć, ukryć, schować na później?





 

zmiany..
2010-03-17 | 15:06:03
autor: amisia | skomentuj (1)


kolejne dni mijają w tempie błyskawicznym, jak to już niestety mają w swojej naturze.. szczególnie te za którymi aktualnie tęsknię, te wyjątkowe, które są zapowiedzią nowego.. marzec zjawił się po krótkim lutym, trochę jak niespodziewany gość. na tle Wawelu i kamieniczek defilują chmury, czasem zdarzają się jeszcze białe kupki, czasem przelotny, rzęsisty deszcz, a czasem cały dzień słońca, jak dziś.. I choć mróz nadal trzyma się Krakowa jak szalony, w mieszkanku jest cieplutko, bo nastały zmiany które motywują do wytwarzania uśmiechu który ociepla każdy kąt..

w mieszkanku kuszą już okna, w których niebo, nieco nieśmiało jeszcze, odsłania swój błękit. taras powoli nabiera złoto brązowego kolorku, a dachy ukazują swój prawdziwy odcień..

z poczuciem winy obiecuję sobie więcej chwil spędzonych na świeżym powietrzu... więc zamykam komputer, chwytam aparat i wybiegam na ulicę. w alchemii na placu nowym wypijam cafe latte, obserwując mijających mnie mężczyzn, psy, kobiety z dziećmi i bez dzieci, samochody, taksówki, a nawet rowery. nogi już przebierają do spaceru, więc zostawiam moją kawkę i ruszam na standardowy obchód dzielnicy, w stronę Wisły..


rozmyślam, o tym że chcę więcej malować, rysować, projektować.. pisać..czytać.. spacerować.

ostatnie dwa tygodnie spędzałam raczej odstresowując się, niż pracując.. a teraz mam wyrzuty sumienia.. i koniecznie konstruktywniej spędzać czas..

po godzince spaceru wspinam się ponownie po stromych schodach naszej kamienicy, wciskam samą siebie przed monitor, biorę na warsztat słowa, oporne i krnąbrne. zaczynam spisywać zdania na których albo utykam od razu, albo które prowadzą mnie zupełnie w swoją stronę, pozbawiając mnie jakiejkolwiek kontroli. niebo tymczasem przybiera tę niebiesko-różową barwę, która szeptem głosi, że to już wieczór się zbliża, że to już ostatnie chwile tej promienistej rozpusty.


zmiany.. z jednej strony je lubię, a z drugiej totalnie mnie przerażają..  

zmienili się współlokatorzy, zmieniło się całe mieszkanko. nie pamiętam już jak to jest mieszkać z dwoma facetami w pokoju obok.. poza świadomością i pomiędzy snem a jawą. nauczyłam się dostosowywać.. dopasowywać.. a u mnie od przedświata wszystko ulega zmianom.. mruczę do siebie pod nosem, myjąc kieliszki po wczorajszym winie, udaję, że jestem sama..

a więc udając piję herbatę miętową, prasuję. zniewolenie, dbanie, moszczenie, gniazdowanie. wmawiam sobie że to chwilowy dom. sranie w banie.

wczoraj się upijaliśmy winem, paliliśmy shishę, graliśmy w tą grę z karteczkami z bękartów wojny.. i mało konstruktywnie rozmawialiśmy (ubolewam nad tym szalenie).. wstałam rano jak po przejściach, mam dosyć wina na jakiś miesiąc. absolutnie.           

teraz próbuję malować. jeszcze przez godzinę.. bo zaraz do pracy. gdy wyprostuję sobie włosy, nałożę cień na powieki, wytuszuję rzęsy, zrzucę dres, zapomnę o tym że od rana wyglądałam jeszcze jak kupa a po południu już nie. 


w moim świecie zapalam co wieczór świeczki i wypełniam noworoczne postanowienia.
czytam książki, oglądam i czytam o tym co nowego w architekturze na świecie. piję mniej kawy. chodzę grzecznie do pracy. jem zdecydowanie mniej. rozmawiam. uśmiecham się. everyday.

w sprawach innych powoli i bez wielkiego jeszcze przekonania stawiam pierwsze kroczki. powoli, z przygryzionym językiem, pokonuję bariery mojej nieśmiałości (a może raczej wstydu) i inne których nawet nie nazywam. jest mi o tyle trudniej, że robię to wszystko prawie zawsze sama... w weekend dowiem się więcej o sobie.. próba sił z chęcią ucieczki..


a dziś mam ochotę potańczyć.


aha. i dostałam tulipanka !

i byłam w ikei z chłopakami z m.

wracam do malowania.


miłego dnia Wam ! :)

!
2010-02-22 | 00:59:10
autor: amisia | skomentuj (1)

 

ruszyło, zmieniło się wreszcie, zaskoczyło coś! do pracy dziś szłam rozsłonecznioną ulicą, wgapiałam się w dachy kamienic na Sebastiana, (szukając sopli lodu które przez ostatnie dni tworzyły potencjalne zagrożenie życia), piłam pomidorowy sok, na odwrocie zakrętki znalazłam napis "fajniutko jest" i zaśmiałam się tak głośno że pan który mnie mijał kilka razy się potem odwracał ze zdziwieniem.. wiosną pachniało mi wszędzie, mimo resztek śniegu gdzieniegdzie, mimo mrozu i mimo tego co mówiła Sabinka, że podobno zima jeszcze wróci..

przekonuję wszystkich, że wiosna, a oni mi na to, że propagandę szerzę i śmieją się, że to jeszcze nie teraz... a ja też się śmieję, bo ta wiosna kiełkuje i pączkuje we mnie samej. no właśnie. od dziś będę wypatrywać pierwszego motyla. i zapamiętam jego kolor do kolejnej wiosny, będę o tym motylu myśleć przez całą kolejną zimę.. w tamtym roku pierwsza była ćma. nie wiem czy to się liczy, ale coś w tym jest, bo szarość tej ćmy przysłoniła cały rok.. teraz chcę żółtego albo niebieskiego. i będę wypatrywać.

 

i nagle znów jakiś powiew szaleństwa w tym dziwnym życiu, w tej samej starej kamienicy na Kazimierzu, w tym ukochanym pokoju(który niebawem pomaluję na fioletowo), gdzie drzwi są jeszcze brązowe ale niedługo będą inne, gdzie wyciągam się wygodnie na materacu. i znowu spacery nad rzeką (której jeszcze nie wybaczyłam i nie zamierzam!grr) i na plantach, śniadanie w południe, wiatr we włosach. niegrzeczna, odrealniona dziewczynka z warkoczykami.

 

moje ciało po tych 18 miesiącach wygląda jak po wojnie, dziwne uczucie nie siebie, zniszczone włosy, posiniaczone nogi, ślady wszystkich ciężkich dni. chcę znów powrócić do siebie, do tej ami sprzed dwóch lat, patrzyć na siebie w lustrze, chcę znowu biegać, ćwiczyć jogę, balsamować, pachnieć..

pod koniec czerwca koniec szkoły, wtedy wróci wakacyjna weekendowa wolność.. a w pracy - podsumowanie miesiąca wdrożeń, staram się jak mogę, żeby wszystko było jak należy, choć wiem, że nie ogarniam jeszcze całości..

to miejsce jest tak energetyczne, bardzo mi tam dobrze, dzięki tym ludziom i tej pracy czuję się pierwszy raz w Krakowie naprawdę bezpiecznie i spokojnie..

mocno wierzę, że teraz już naprawdę przyjdzie dobry czas..

 

wszystko byłoby idealnie, tylko ze snem w nocy i potem ze wstawaniem mam drobne problemy.. rano budzę się jeszcze w wersji zimowej. świat i obowiązki przytłaczają, chowam się pod kołdrę i odkładam moment konfrontacji jak najdłużej. a gdy w końcu wstaję jest dziesiąta albo czasem i dwunasta (wiem wiem.. zazdrościcie mi) i jestem wypoczęta i uśmiechnięta..

ale mam pewien plan. muszę koniecznie zmienić ten tryb życia nocnego na mniej nocny.. i jeśli pod wpływem silnej woli nie uda mi się zasypiać o 2 w nocy(maksymalnie), to pójdę po receptę na tabletki nasenne. nie mogę funkcjonować bez poranków, szalenie mi ich brakuje, ten czas tylko dla siebie, wybudzanie się, szybki prysznic, pyszna pachnąca kawa z cynamonem i imbirem..

nie zgadzam się na ten pośpiech, nie zgadzam się na nieprzespane noce. czas na radykalne zmiany..


jutro wolne od pracy, wybiorę się gdzieś chyba.. może na wystawę, albo do lasku Wolskiego.. czas wiosennych(no dobrze.. trochę urojonych że niby wiosennych) spacerków. teraz jeszcze w piżamce i z rozczochraną czupryną, już za kilka godzin przytulę się do jakiegoś miłego drzewka.. trochę jeszcze niepewna(bo od 2 tygodni dopiero mam spokojny oddech), trochę przestraszona(bo przecież tyle planów, zmian), ale tam wśród świerków dębów, to właśnie będzie to miejsce, żeby stanąć mocniej na nogi..

wrócę do mieszkanka odnowiona. i gotowa. na prawdziwą wiosnę. i siebie.




O mnie
  • Imie: Ami
    Data urodznia: 1983-08-03
    e-mail: fotoami@gazeta.pl
    GG: 3927863
    Województwo: małopolskie
    Miejscowość: Kraków
    O sobie:
    jestem małym pudełkiem po herbatnikach........
Ksiega gości